Szkolenia dla firm
Szkolenia otwarte
Partnerzy
| Lobbing w małym mieście. |
|
|
Lobbying nadal w Polsce kojarzy się źle. Od czasów Marka Dochnala pierwszą konotacją jaka pojawia się przy tym haśle jest korupcja. Nie ma na to wpływu ani działająca ustawa lobbingowa, ani nasza obecność w Unii Europejskiej, gdzie przecież w strukturach Parlamentu Europejskiego pracuje tysiące lobbystów otwarcie wspierających różne grupy interesu. Widać nasi ministrowie, posłowie i senatorowie nie dorośli jeszcze do nowoczesnej demokracji, opierającej się m.in. na otwartej kooperacji również ze środowiskami biznesowymi. Rzecz ma się jeszcze gorzej w strukturach administracji samorządowej. Rzadko zdarzają się prezydenci miast otwarcie spotykający się z firmami i inwestorami. Najczęściej towarzyszy temu strach przed oskarżeniem o korupcję, lub przynajmniej ciche wspieranie konkretnych podmiotów. Łatwiej rozmawia się inwestorom zagranicznym, polskie podmioty są najczęściej dyskryminowane, właśnie ze względu na "pochodzenie". Nie ma mowy o jakiejkolwiek komunikacji z urzędem miasta lub gminy w przypadku zamówienia publicznego. Administracje wypuszcza zatem przetargi bez konsultacji z podmiotami zainteresowanymi co skutkuje częstymi procedurami unieważnienia postępowania, najczęściej ze względu na niemożność wypełnienia specyfikacji. Polska nie jest w stanie otworzyć się mentalnościowo na procedury zupełnie naturalne w krajach Europy Zachodniej. Niemiecka praktyka, w której podmioty zainteresowane konkretnym projektem siadają do rozmów z urzędnikami organizującymi przetarg , aby wspólnie omówić możliwości realizacji tego projektu, przynosi wyłącznie korzyści dla miasta zamawiającego. Moment w którym burmistrz siada do stołu z firmami (wszystkimi chętnymi) i rozmawia o projekcie, skutkuje najczęściej opracowaniem specjalizacji na miarę możliwości zarówno zamawiającego, jak i wykonawcy. U nas im mniej współpracy tym lepiej. To samo dotyczy informacji i współpracy z urzędnikami na niższym szczeblu. Firmy polskie, ale też inwestorzy zagraniczni, spotykają się z dość skutecznym oporem informacyjnym. Zatrudniane do tego firmy konsultingowe o przetartych ścieżkach są najczęściej pomocne, ale i tak nie są w stanie w pełni otworzyć drzwi urzędów przed swoimi Klientami. Zasada "przemykania przez lekko uchylone drzwi" ma w Polsce długą tradycję i na razie nie widać zmiany. I znów władze i urzędnicy samorządów zapominają, ze jawność i otwartość na przedsiębiorców mogą skutkować wyłącznie pozytywnie. Ale strach jest też po drugiej stronie. Firmy, które w swoich usługach oferują Public Relations uciekają od sformułowań Public Affairs i lobbing, , bojąc się negatywnych skojarzeń. Mimo obowiązku rejestrowania się w MSWiA w spisie firm prowadzących zawodową działalność lobbingową, na Dolnym Śląsku zarejestrowała się tylko jedna firma. Oznacza to, iż firmy konsultingowe działające na rynkach lokalnych w ogóle nie podejmują takiej działalności, skupiając się wyłącznie na relacjach PRowskich. To oczywisty błąd, gdyż bariery mentalnościowe da się przełamać wyłącznie jawną i otwartą działalnością, ale widać, iż obawa przed złymi skojarzeniami dotyczy niestety również firm, które w założeniu powinny proponować również tego typu usługi swoim Klientom. Ważne zatem, aby negatywne stereotypy przełamywać. Być może cykl spotkań i konferencji z przedstawicielami samorządów pozytywnie wpłynąłby na wzajemne relacje i postrzeganie lobbingu. Ale do tego musi być wola obu stron. |









